Aktualności
Serce zakute w kamieniu - bł. ks. Roman Sitko
To już kolejny raz, gdy wybrałem się do Szczepanowskiego Panteonu. Tym razem wiedziałem z kim przyjdzie mi rozmawiać. Przyznać muszę, że byłem nieco onieśmielony. Zaraz po przekroczeniu bramy skierowałem wzrok w miejsce, gdzie spodziewałem się zobaczyć swojego Rozmówcę. Tak, już z daleka można poznać Jego postać.
Stał spokojnie, wyprostowany, jak ktoś przyzwyczajony do noszenia odpowiedzialności za wielu. Gdy podszedłem bliżej zanotowałem w pamięci, że twarz miałskupioną, ale łagodną. Wysokie czoło, delikatnie zarysowane policzki, usta ułożone w delikatny, życzliwy uśmiech. Zapatrzony jakby z uwagą słuchał kogoś, kto właśnie podchodzi z pytaniem. Z za okularów spoglądały poważne, czujne oczy. Ubrany był w długą sutannę i płaszcz narzucony na ramiona. Na piersi widać krzyż znak zwycięstwa i misji, które nosił blisko serca. Ręce opuszczone swobodnie wzdłuż ciała, gotowe do podania dłoni, do błogosławieństwa, do wsparcia.
Mimo że stoi nieruchomo, czuje się w nim wewnętrzną siłę – cichą, ale niezłomną.
Gdyby przemówił, zapewne mówiłby spokojnie, rzeczowo, z troską o drugiego człowieka. To ktoś, kto potrafił łączyć duchowość z odpowiedzialnością, modlitwę z działaniem.
Rozmyślałem nad tym wszystkim zbliżając się do osoby, z którą pierwszy raz w życiu miałem zamienić kilka słów.
- Szczęść Boże księże Romanie –to błogosławiony ks. Roman Sitko tym razem gościł mnie w Panteonie – pozdrawiam serdecznie dobrego pasterza swych owiec.
Zacząłem, sam siebie zaskakując, śmiało i energicznie. Ale nie tylko ja byłem zaskoczony bo Ksiądz chwilę milczał jakby zastanawiając się jak na taką nonszalancję zareagować. Zaraz jednak zaczął mówić a Jego głos okazał się łagodny ale stanowczy.
- Szczęść Boże. Ale gdzie mi tam do dobrego pasterza. Ja w czasie swojego życia, w drodze do domu Ojca starałem się nie być ostatnim najemnikiem.
- No nie wiem, nie wiem – zaoponowałem – najemnik, nawet najlepszy, nie oddaje swego życia za swoje owce a tym czasem wieść głosi, że Ksiądz właśnie tak zrobił.
- Pewnie powinienem się z tobą zgodzić – odpowiedział ks. Roman – tyle, że z mojej perspektywy nie miałem innego wyjścia…
- Jak to nie miał Ksiądz wyjścia?
Bezceremonialnie przerwałem swojemu Rozmówcy, ale zaraz się opamiętałem. Spłonąłem rumieńcem wstydu i ponieważ już zacząłem mówić, postanowiłem komentować.
- Bardzo przepraszam, że Księdzu przerwałem. Bardzo przepraszam – położyłem dłoń na sercu i delikatnie się kłoniłem – zazwyczaj się tak nie zachowuje ale bardzo zaskoczyły mnie Księdza słowa.
Przepraszam. Skoro jednak już przerwaliśmy ten wątek to zacznijmy od początku.
Mam w tej chwili przyjemność z ks. Romanem Sitko, błogosławionym męczennikiem obozu zagłady. Ale zacznijmy od początku. Jak to się stało?
- Przyznać muszę – mój Rozmówca zaczął bardzo poważnym głosem – że jestem skonfundowany twoim zachowaniem. Jednak po tylu latach mojej obserwacji Polskiego życia społecznego widzę, że jest coraz gorzej.
Zakończył zaciskając usta i wbijając we mnie zimne spojrzenie. Zamurowało mnie. Zrobiłem wielkie oczy i zalała mnie fala gorąca. W tym momencie ks. Roman uśmiechnął się szeroko.
- Spokojnie. Ty mnie zaskoczyłeś na początku to ja się zrewanżowałem – mrugnął okiem – Masz rację, najlepiej zacząć od początku. Otóż mój początek jest jeszcze nim świat powstał – uniosłem ze zdziwienia brwi, o co chodzi, myślę sobie – wtedy bowiem, jak nas wszystkich Bóg miał już w swym umyśle.
Odetchnąłem, ale pomyślałem też, że jeśli od tego momentu będzie trwała opowieść to trochę nam zejdzie. Ks. Roman chyba czytał w moich myślach bo delikatnie się uśmiechnął się i kontynuował swoją opowieść.
- Nic się nie martw, oszczędzę ci mojego drzewa genealogicznego. Na świat przyszedłem 30 marca 1880 roku w Czarnej Sędziszowskiej. W Czarnej chodziłem do szkoły podstawowej a w Rzeszowie, inny by się chwalił a ja tylko powiem – uśmiechnął się wesoło – z wyróżnieniem zdobyłem średnie wykształcenie. Później seminarium duchowne i w 1904 roku otrzymałem święcenia kapłańskie.
- A jak wyglądała Księdza kariera? – zapytałem chociaż w tym samym momencie poczułem, że dość niefortunniedobrałem słowa.
- Ksiądz nie robi kariery – tak… tego słowa mogłem sobie oszczędzić – ale owszem mogę ci powiedzieć coś o swojej posłudze. Otóż pełniłem ją na wielu polach jako duszpasterz, budowniczy, na parafii i w kurii. Można powiedzieć, że Opatrzność pozwoliła mi zdobyć dość szerokie doświadczenie.
- Skoro dysponował Ksiądz taką wiedzą i tyloma umiejętnościami to słuszną wydaje się decyzja biskupakierująca Księdza do formowania nowych kapłanów.
- Nigdy w ten sposób o tym nie myślałem. Decyzja biskupa jak decyzja Ducha Świętego, nie ma z tym co polemizować. Jedną zasadą w życiu się kierowałem. Jeśli coś robiłem to zawsze najlepiej jak potrafiłem nie szczędząc sił by właściwie wykonać obowiązki czy nie zawieść pokładanego we mnie zaufania. Tego też starałem się uczyć osoby, na których formację miałem jakiś wpływ.
- Taaaak… - z namysłem opuszkiem palca podrapałem się po brodzie – teraz zaczynam rozumieć co Ksiądz miał na myśli mówiąc, że nie miał wyboru, gdy aresztowali was Niemcy.
- No w reszcie – mój rozmówca wyraźnie się rozpogodził – nie miałem wyjścia właśnie dlatego, że przyjmując ich do seminarium wziąłem za nich odpowiedzialność. zawsze tak jest gdy jest się czyimś przełożonym, gdy ma się jakąś władzę. Im większa władza, tym większa odpowiedzialność. a gdybym tak przeżył obóz a nie daj Boże, któryś z moich alumnów nie,to jak spojrzałbym w oczy jego rodzicom?
- Rzadko się teraz spotyka taką świadomość odpowiedzialności – powiedziałem z ogromnym uznaniem – przecież wiadomo jak wtedy było. Wszyscy wiedzieli jaka jest stawka i jakie ryzyko. Nikt nie miałby do Księdza pretensji.
- To nie istotne – odpowiedział zdecydowanie – ja mam świadomość odpowiedzialności i nic mnie z niej nie mogło zwolnić. Św. Paweł w Drugim Liście do Koryntian napisał miłość Chrystusa przynagla nas (2 Kor 5,14). Skoro On nas przynagla to tylko On może nas z tego zwolnić a On oddał za nas życie gdy byliśmy jeszcze grzesznikami.
- Niesamowite… - szukałem odpowiednich słów na określenie budzących się w moim sercu uczuć – wielki szacunek i uznanie dla Księdza. Jestem pod ogromnym uznaniem.
- Dziękuję – odpowiedział przyjaźnie – ale dasz tego najlepszy dowód gdy sam będziesz postępował podobnie. Nie chodzi o to, że masz oddać za kogoś życie ale żebyś miał świadomość, że jeśli masz nad kimś władzę albo jeśli ktoś ci zaufał i oddał w twoje ręce władzę to jesteś za niego i wobec niego odpowiedzialny. Dotyczy to każdej przestrzeni życia społecznego.
Gorąco podziękowałem za rozmowę, pożegnałem się i opuściłem Panteon. Idąc zastanawiałem się nad tym co usłyszałem. Odpowiedzialność… w życiu osobistym, prywatnym, społecznym… jest relacja, jest odpowiedzialność. nikt z niej nie może mnie zwolnić…
Piotr Sarlej
Foto 1: Figura bł. ks. Romana Sitki w Panteonie Świętych i Błogosławionych Diecezji Tarnowskiej w Szczepanowie.
Bazylika i Sanktuarium





